czwartek, 17 maja 2012
Nie wierzę, że w końcu skończyłam
Summitka. Nawet, kiedy to napisałam, to nadal nie wierzę. Od momentu otrzymania wzoru do zakończenia realizacji minęły 3 (słownie: trzy) lata! Nie, nie robiłam go tyle czasu ale i tak trwało to zbyt długo. Zdjęcia będą ale nie wiem kiedy. Muszę go zablokować a z tym jest mały problem bo miejsca brak.
Teraz zabrałam się za szał letni, potrzebny mi jest do białej sukienki. Robótka jak najbardziej na czasie, może zakończę ją przed końcem lata :). Szał jest szydełkowy robiony z bambusa. Zdjęcia następnym razem. Testuję właśnie iPada i nie wszystko mi idzie tak jak chcę.
Dawno nic nie pisałam ale jakoś tak niemiałam ochoty. Czytałam tylko.
Do zobaczenia
piątek, 28 października 2011
Zarumieniłam się ze wstydu
A wiecie dlaczego ? A dlatego, że Theli wspomniała o moim blogu w swoim wpisie. Zapytacie, gdzie tutaj powód do wstydu? Ano, wspominają o mnie a u mnie ciemno i głucho :(.
Nie dlatego, że nic nie robię, wręcz przeciwnie. Wszelkiego rodzaju zajęć mam w nadmiarze i na pisanie o tym na blogu zwyczajnie brakuje już i czasu i chęci.
Oczywiście czytam blogi innych, nie pozwoliłabym sobie na zaległości w tej dziedzinie.
Na polu robótkowym też coś się dzieje, robię dla siebie Summita http://texui.wordpress.com/2010/10/03/summit-po-polsku/
Dawno temu poprosiłam o wzór jedną z blogowiczek, wzór dostałam, nie podziękowałam, szala nie zrobiłam, zapomniałam od kogo dostałam :( za pośrednictwem blogu dziękuję i przepraszam, że nie pamiętam kto był tak miły i przesłał mi wzór.
No więc szal się robi, powolutku ale mam nadzieję, że jeszcze tej zimy będę mogła go założyć. Oczywiści, kiedy tylko go zrobię to zaprezentuję tutaj.
A co się ciekawego dzieje u mnie poza Summitem - ano, Młoda w pierwszej klasie podstawówki a Młody w przedszkolu. Wobec powyższego zaraz po pracy, biegiem po Piotra do przedszkola i potem wolnym biegiem po Alę do szkoły. Później szybki obiad, przygotowanie rzeczy na dzień następny, przypilnowanie lekcji, spacer z psem i padam na twarz :-). I jeszcze, w razie gdybym miała za dużo wolnego czasu, zaczęłam kurs na prawo jazdy :-). Tak przy okazji w niedzielę mam pierwszą jazdę więc wszystkich czytelników z Poznania uprasza się o nie wychodzenie na dwór w okolicę Areny w niedzielne przedpołudnie :-), jeśli Wam życie miłe.
Co poza tym. Pies zjadł już wszystko co mógł i powoli zaczyna być grzeczna podczas naszej nieobecności w domu :-). Oczywiście, zawsze można znaleźć coś, co można rozszarpać (ostatnio był to mop, który leżał na balkonie, albo woreczki na psie kupy wyciągnięte z szuflady), szufladę Figa otwiera sobie sama, nowa umiejętność.
Nie obiecuję, że wpisy będą częste albo regularne.
Po prostu czasami coś napiszę.
Żeby nie było ...
Nie dlatego, że nic nie robię, wręcz przeciwnie. Wszelkiego rodzaju zajęć mam w nadmiarze i na pisanie o tym na blogu zwyczajnie brakuje już i czasu i chęci.
Oczywiście czytam blogi innych, nie pozwoliłabym sobie na zaległości w tej dziedzinie.
Na polu robótkowym też coś się dzieje, robię dla siebie Summita http://texui.wordpress.com/2010/10/03/summit-po-polsku/
Dawno temu poprosiłam o wzór jedną z blogowiczek, wzór dostałam, nie podziękowałam, szala nie zrobiłam, zapomniałam od kogo dostałam :( za pośrednictwem blogu dziękuję i przepraszam, że nie pamiętam kto był tak miły i przesłał mi wzór.
No więc szal się robi, powolutku ale mam nadzieję, że jeszcze tej zimy będę mogła go założyć. Oczywiści, kiedy tylko go zrobię to zaprezentuję tutaj.
A co się ciekawego dzieje u mnie poza Summitem - ano, Młoda w pierwszej klasie podstawówki a Młody w przedszkolu. Wobec powyższego zaraz po pracy, biegiem po Piotra do przedszkola i potem wolnym biegiem po Alę do szkoły. Później szybki obiad, przygotowanie rzeczy na dzień następny, przypilnowanie lekcji, spacer z psem i padam na twarz :-). I jeszcze, w razie gdybym miała za dużo wolnego czasu, zaczęłam kurs na prawo jazdy :-). Tak przy okazji w niedzielę mam pierwszą jazdę więc wszystkich czytelników z Poznania uprasza się o nie wychodzenie na dwór w okolicę Areny w niedzielne przedpołudnie :-), jeśli Wam życie miłe.
Co poza tym. Pies zjadł już wszystko co mógł i powoli zaczyna być grzeczna podczas naszej nieobecności w domu :-). Oczywiście, zawsze można znaleźć coś, co można rozszarpać (ostatnio był to mop, który leżał na balkonie, albo woreczki na psie kupy wyciągnięte z szuflady), szufladę Figa otwiera sobie sama, nowa umiejętność.
Nie obiecuję, że wpisy będą częste albo regularne.
Po prostu czasami coś napiszę.
Żeby nie było ...
piątek, 3 czerwca 2011
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
Jakieś duszki ukradły mi czas :-).
5 maja urodziła się moja bratanica, Basia - wiem, mam spory poślizg informacyjny.
Jeszcze nie miałam okazji odwiedzić Basieńki i jej rodziców ale mam zdjęcia :-).
Prawda, że słodka :-).
Jako dobra ciocia zobowiązałam się do wydziergania małej kocyka w kolorze pasującym do wózka. Dziecina musiała poczekać na kocyk miesiąc, i to nie dlatego, że był tworzony, o nie, kocyk zrobiłam już w kwietniu. Brakowało czasu na jego zblokowanie :-( .Czasu i miejsca. Musiałam pozbyc sie z domu córki, żeby wykorzystać jej łóżko do rozłożenia kocyka:-). Ale udało się, mam nadzieję, że dzisiaj kurier dostarczy paczuszkę do domu Basi.
A oto i sam kocyk:
Zdjęcie z komórki. Oczywiście bateria w aparacie nie była naładowana wtedy kiedy ja potrzebowałam zrobić zdjęcie. Taka karma jakaś.
Na fotce niewiele widać. Kocyk robiłam szydełkiem i zastrzelcie mnie wypadła mi z głowy nazwa włóczki, czas na lecytynę bo pamięć szwankuje. Coś amerykańskiego, specjalnie na robótki dla dzieci :-) podobno z powłoką antybakteryjna. Nie wiem jak miałaby działać taka powłoka ale skoro sprzedawca mówił to mu wierzę:-). Swoja droga mam w Poznaniu sklep (doskonale zaopatrzony), w którym od czasu do czasu sprzedaje mężczyzna. Nie wiem czy dzierga bo nie ośmieliłam się zapytać:-).
Jeśli otrzymam fotki kocka z dziecinką, umieszczę.
A teraz kończę, bo szef właśnie wszedł do biura ;).
Pozdrawiam
5 maja urodziła się moja bratanica, Basia - wiem, mam spory poślizg informacyjny.
Jeszcze nie miałam okazji odwiedzić Basieńki i jej rodziców ale mam zdjęcia :-).
Prawda, że słodka :-).Jako dobra ciocia zobowiązałam się do wydziergania małej kocyka w kolorze pasującym do wózka. Dziecina musiała poczekać na kocyk miesiąc, i to nie dlatego, że był tworzony, o nie, kocyk zrobiłam już w kwietniu. Brakowało czasu na jego zblokowanie :-( .Czasu i miejsca. Musiałam pozbyc sie z domu córki, żeby wykorzystać jej łóżko do rozłożenia kocyka:-). Ale udało się, mam nadzieję, że dzisiaj kurier dostarczy paczuszkę do domu Basi.
A oto i sam kocyk:
Zdjęcie z komórki. Oczywiście bateria w aparacie nie była naładowana wtedy kiedy ja potrzebowałam zrobić zdjęcie. Taka karma jakaś.Na fotce niewiele widać. Kocyk robiłam szydełkiem i zastrzelcie mnie wypadła mi z głowy nazwa włóczki, czas na lecytynę bo pamięć szwankuje. Coś amerykańskiego, specjalnie na robótki dla dzieci :-) podobno z powłoką antybakteryjna. Nie wiem jak miałaby działać taka powłoka ale skoro sprzedawca mówił to mu wierzę:-). Swoja droga mam w Poznaniu sklep (doskonale zaopatrzony), w którym od czasu do czasu sprzedaje mężczyzna. Nie wiem czy dzierga bo nie ośmieliłam się zapytać:-).
Jeśli otrzymam fotki kocka z dziecinką, umieszczę.
A teraz kończę, bo szef właśnie wszedł do biura ;).
Pozdrawiam
środa, 23 marca 2011
Zmiany, zmiany.
Wiosna :-) długo na nią czekałam w tym roku. Wprawdzie temperatura nie jest jeszcze zbyt wysoka ale jest słońce i za to dzięki Ci Naturo.
W kategorii: rękodzieło - "robi się" kocyk dla maleństwa. Wybrałam pomarańczowy akryl Himalaya Mercan, wzór jest prosty, szydełkowy. Jak tylko skończę, co mam nadzieję stanie się niedługo to wrzucę fotki.
A tytułowe zmiany dotyczą mojego życia zawodowego, które zostało po długiej, trzyletniej przerwie wznowione. Pojawiła się ciekawa oferta, rozwojowa, której nie mogłam przegapić :-). Finansowo nie jest to eksplozja radości, i tak sporą część zarobionych pieniędzy "przejmie" opiekunka Piotra ale chyba na razie nie o finanse mi chodzi. Nawet nie przypuszczałam, że z taką radością podejmę się nowych obowiązków. chyba nie jestem typem matki, której do pełni szczęścia wystarcza dom i dzieci. Nie mówię tutaj o rozwijaniu zawrotnej kariery zawodowej ale potrzebowałam już odskoczni od domowych obowiązków.
A ponieważ nie wszystko się zmienia to Piotruś i Ala postanowili przywitać wiosnę przeziębieniami i o ile córka pochorowała tylko trzy dni to Młody wylądował na antybiotyku i pojawiła się, nie widziana u Niego od baaardzo długiego czasu gorączka. Taki "lajf" jak mówią :-).
No i przypomniałam sobie, że psy na wiosnę obłażą z sierści, heh, z tego co gubi Figa mogłabym poduszki robić. Dodatkowo traci ona jeszcze szczenięcy puszek więc zbierania jest więcej. Nic to, przeżyjemy, chociaż nie wiem jak długo mąż zniesie otrzepywanie psich kłaków z koszul świeżo zdjętych z suszarki.
Pozdrawiam bardzo cieplutko
W kategorii: rękodzieło - "robi się" kocyk dla maleństwa. Wybrałam pomarańczowy akryl Himalaya Mercan, wzór jest prosty, szydełkowy. Jak tylko skończę, co mam nadzieję stanie się niedługo to wrzucę fotki.
A tytułowe zmiany dotyczą mojego życia zawodowego, które zostało po długiej, trzyletniej przerwie wznowione. Pojawiła się ciekawa oferta, rozwojowa, której nie mogłam przegapić :-). Finansowo nie jest to eksplozja radości, i tak sporą część zarobionych pieniędzy "przejmie" opiekunka Piotra ale chyba na razie nie o finanse mi chodzi. Nawet nie przypuszczałam, że z taką radością podejmę się nowych obowiązków. chyba nie jestem typem matki, której do pełni szczęścia wystarcza dom i dzieci. Nie mówię tutaj o rozwijaniu zawrotnej kariery zawodowej ale potrzebowałam już odskoczni od domowych obowiązków.
A ponieważ nie wszystko się zmienia to Piotruś i Ala postanowili przywitać wiosnę przeziębieniami i o ile córka pochorowała tylko trzy dni to Młody wylądował na antybiotyku i pojawiła się, nie widziana u Niego od baaardzo długiego czasu gorączka. Taki "lajf" jak mówią :-).
No i przypomniałam sobie, że psy na wiosnę obłażą z sierści, heh, z tego co gubi Figa mogłabym poduszki robić. Dodatkowo traci ona jeszcze szczenięcy puszek więc zbierania jest więcej. Nic to, przeżyjemy, chociaż nie wiem jak długo mąż zniesie otrzepywanie psich kłaków z koszul świeżo zdjętych z suszarki.
Pozdrawiam bardzo cieplutko
sobota, 19 lutego 2011
Ocieplacze czy zarękawki?
Nie wiem jak je nazwać ważne, że jest w nich ciepło. Zima nie odpuszcza a moja córcia nie lubi nosić rękawiczek, postanowiłam więc uchronić przed odmrożeniem choć część dłoni mojego dziecka i zrobiłam z resztek dwóch włoczek ocieplacze na dłonie:-).Przy moim tempie pracy obawiałam się czy zdążę do końca mrozów ale na szczęście udało się. Proszę bardzo:

Zdjęcie robione z lampą. Zwykły ściągacz 2 o.p. i 2 o.l. później zwiększyłam liczbę oczek lewych i ocieplacz jest szerszy na górze. A teraz właściwe kolory:

Modelka nie miała ochoty pozować samymi rękami więc lepszych zdjęć nie będzie.
Teraz na drutach mam letnią bluzeczkę dla córki, to w ramach wykańczania zalegających motków, tym razem padło na białą bawełnę. Nie wiem czy biel to kolor dla Ali ale spróbujemy. W ostateczności będzie to jednorazowe wyjście :-).
Do zobaczenia
Zdjęcie robione z lampą. Zwykły ściągacz 2 o.p. i 2 o.l. później zwiększyłam liczbę oczek lewych i ocieplacz jest szerszy na górze. A teraz właściwe kolory:
Modelka nie miała ochoty pozować samymi rękami więc lepszych zdjęć nie będzie.
Teraz na drutach mam letnią bluzeczkę dla córki, to w ramach wykańczania zalegających motków, tym razem padło na białą bawełnę. Nie wiem czy biel to kolor dla Ali ale spróbujemy. W ostateczności będzie to jednorazowe wyjście :-).
Do zobaczenia
sobota, 5 lutego 2011
Dawno mnie nie było,
a jednak ktoś odwiedzał mojego bloga. Jestem mile zaskoczona. Skąd to zaniedbanie? Z życia. Nie miałam czasu dziergać, zajmowałam się zwyczajnymi, domowymi obowiązkami, które tak mnie absorbowały, że nie miałam już ochoty dzielić się swoim życiem z innymi. Za to bardzo chętnie podglądałam to co robili inni :-). Piękne. Uświadamia mi to jakie mam braki warsztatowe i jak brak mi talentu :-).
Mimo wszystko coś tam jednak zrobiłam. Pierwotnie miał to być prezent gwiazdkowy dla babci. Gwiazdkowy ! heh dobre sobie. Wczoraj skończyłam. Jeszcze nie wiem czy się podoba, nie rozmawiałam z babcią :-). A co popełniłam? Chustę. Robiona na szydełku z dawno temu kupionej Luny (30% moheru, 40% akrylu, 30% poliamidu), cieniutka i ulotna. Wzór Sandra extra nr 5/2010. A oto i ona:
zdjęcie z lewej robione bez lampy, pokazuje właściwe kolory wełny. To poniżej robione z lampą.

Wybaczcie prezentację marnej jakości ale mam tak mało miejsca w mieszkaniu, że wszelkie większe wytwory moich rąk nie dają się poprawnie pokazać.
Teraz mam w planach bolerko dla siebie, kocyk dla mojej przyszłe chrześnicy, która ma przyjść na świat w maju oraz sweterek, raczej lekki, dla mojej córki. W jakiej kolejności i kiedy powstaną te rzeczy pojęcia nie mam. Najpewniej pierwszy będzie kocyk, termin wyznaczony i niczego nie da się przesunąć :-).
Może zacznę pisać regularniej ?
Pozdrawiam.
Mimo wszystko coś tam jednak zrobiłam. Pierwotnie miał to być prezent gwiazdkowy dla babci. Gwiazdkowy ! heh dobre sobie. Wczoraj skończyłam. Jeszcze nie wiem czy się podoba, nie rozmawiałam z babcią :-). A co popełniłam? Chustę. Robiona na szydełku z dawno temu kupionej Luny (30% moheru, 40% akrylu, 30% poliamidu), cieniutka i ulotna. Wzór Sandra extra nr 5/2010. A oto i ona:
Wybaczcie prezentację marnej jakości ale mam tak mało miejsca w mieszkaniu, że wszelkie większe wytwory moich rąk nie dają się poprawnie pokazać.
Teraz mam w planach bolerko dla siebie, kocyk dla mojej przyszłe chrześnicy, która ma przyjść na świat w maju oraz sweterek, raczej lekki, dla mojej córki. W jakiej kolejności i kiedy powstaną te rzeczy pojęcia nie mam. Najpewniej pierwszy będzie kocyk, termin wyznaczony i niczego nie da się przesunąć :-).
Może zacznę pisać regularniej ?
Pozdrawiam.
poniedziałek, 15 listopada 2010
Figa i serwetki
W moim domu pojawił się nowy domownik. Nazywa się Figa, jest labradorem i ma prawie 3 miesiące co oznacza, że mam trzecie dziecko pod opieką. Jest u nas dopiero 4 dni więc na razie wszyscy oswajamy się ze sobą i uczymy co nam wolno a czego nie (np. Piotruś, nie wiadomo dlaczego, uważa, że na piesku można jeździć i od pierwszego dnia próbuje ją dosiąść czemu i pies i ja stanowczo mówimy nie ) .
A teraz może pokażę kilka serwetek, które udało mi się zrobić i uwiecznić. Coś tam dłubię ale niestety są to same drobiazgi, które powstają w ramach odsapnięcia od domowych obowiązków. Fotki mało wymyślne bo sunia plątała się po mieszkaniu i "straszyła" dzieci :-).
Zimowa gwiazdka. Prosta, mała i szybka w wykonaniu.
Dwie serwetki "w kwadracie"" dla przełamania monotonii :-). W obu są łączone elementy.
Na zakończenie największa z moich ostatnich serwetek. Ta podoba mi się najbardziej.
piątek, 12 listopada 2010
Candy u Lacrimy
http://zamotanalacrima.blogspot.com/2010/11/candy-razy-3_11.html
Pod powyższym linkiem mała słodycz dla lubiących dostawać wełniane prezenty a na blogu niespodzianki i dla zwolenników innych "prac ręcznych".
Oczywista rzecz, że polecam tego bloga dla samej jego zawartości a nie tylko ze względu na ogłoszone candy. Warto tam zaglądać :-)
poniedziałek, 27 września 2010
Zagubiona w codzienności
Baaardzo długo mnie nie było albo raczej bardzo długo nie napisałam ani słowa na moim blogu. Za każdym razem, kiedy odwiedzałam moje ulubione miejsca w sieci już, już miałam zabrać się za pisanie ale zawsze "coś" mi przeszkadzało. Tym "czymś" były najczęściej dzieci, mąż przebywający w domu na urlopie a w końcu zły nastrój.
Jakoś szybko złapałam jesienną depresję, no może słowo "depresja" to za dużo powiedziane, nazwijmy to jesienną chandrą. Generalnie nic mi się nie chce.
Rano pobudka o 6.00 i co, ciemno :-(. Szybka kawa i budzenie dzieci, oczywiście najczęściej Piotr już nie śpi i rozrabia w czasie kiedy ja się ubieram i doprowadzam do ładu po nocy. O 7.00 wstaje Ala, która doprowadza mnie do szaleństwa tempem ubierania, założenie jednej skarpetki zajmuje jej 5 minut i to nie z powodu braku tej przydatnej umiejętności ale dlatego, że namiętnie ogląda bajki na TVN Style. Pewnie mogłabym ubrać ją sama ale wychodzę z założenia, że 6-cio latka powinna ubierać się samodzielnie. Mogłabym też wyłączyć telewizor ale po kilku testach zauważyłam, że wtedy traci jeszcze więcej czasu na ubieranie, bo bawi się z Piotrem.
Kiedy już ten proces mamy za sobą, ja w międzyczasie ubieram Piotra i siebie, możemy wreszcie wyjść do przedszkola, w którym Ala jest do 16.00, a ja z Piotrem wracamy do domu.
Niestety, od dłuższego czasu w Poznaniu króluje deszcz, bywają dni słoneczne ale mam wrażenie, że jest ich decydowanie mniej. A skoro pada to siedzimy z Młodym w domku i synuś wariuje a ja wraz z nim. Wszelkie próby zainteresowania dwulatka czymkolwiek dłużej niż 10 minut kończą się niepowodzeniem, zabaw trzeba wymyślać setki a i tak najfajniejsze jest tłuczenie garami i wywalanie zabawek z pudełek i to ze wszystkich na raz. Dopiero wtedy, kiedy brnie się przez stosy samochodzików i klocków, co chwila się potykając, jest fajnie. I w takich momentach nawet mama nie jest potrzebna.
Oczywiście moje młodsze dziecko uznało, że już nie potrzebuje popołudniowej drzemki i nie daje mamie odpocząć od siebie aż do wieczora.
Po 16.00 mam już dzieci w komplecie i wtedy czasami bawią się razem, ale są to krótkie chwile.
Kiedy w ciągu dnia mam chwilę dla siebie ? nigdy. No może przesadzam, raz w miesiącu mąż jest w domu i wtedy mogę wyjść i spotkać się z przyjaciółkami.
Jaki z tego wniosek? Otóż sytuacja, kiedy małżonek pracuje i mieszka kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania rodziny jest do bani, żeby nie użyć bardziej dosadnego zwrotu.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze sytuacja na rynku pracy, bo owszem chciałabym pójść do pracy. Miałam nadzieję, że będę mogła robić to, co robiłam przed druga ciążą, mianowicie byłam sekretarką i mam nadzieję, że dobrą sekretarką. Tymczasem teraz pracodawcy wymagają od sekretarki aby była jednocześnie tłumaczem przysięgłym i kierowcą, nie wspominając o pełnej dyspozycyjności i marnym wynagrodzeniu jakie oferują. Rozpoczęłam więc poszukiwania pracy w tzw. budżetówce wychodząc z założenia, że w tejże wymagania będą nieco skromniejsze. Miałam rację. Niestety wraz ze spadkiem wymagań na łeb poleciały również możliwe do zarobienia pieniądze. Zaoferowano mi 1100 zł na rękę co po odliczeniu pensji dla opiekunki dla Piotra oraz biletów umożliwiających dojazd dałoby mi 0 zł dochodu. Nic tylko biegiem do pracy.
Sami więc widzicie, ze można nie mieć ochoty na nic..
Może uda mi się ładnie wykrochmalić to co przez te kilka tygodni wydziergałam na szydełku ( a nie ma tego wiele) i pokazać w następnym poście.
Do zobaczenia i poczytania.
niedziela, 18 lipca 2010
Nareszcie nie serweta
Nie wiem jak mi się to udało ale udało się. Zrobiłam dla siebie sweterek, szydełkiem i miałam go już na sobie, bo nastąpiła przerwa w upałach. Proszę oto ja i mój sweterek.


Wzór dość prosty i po jednym powtórzeniu robiłam z głowy. Wyszło 35 dag bawełny Altin Basak miya (125m/50g) szydełko 3,5. Wyrób się spodobał i już mam zamówienie od teściowej na taki sam.
Aktualnie próbuję zrobić bolerko dla córki i już nawet zaczęłam ale jakoś w trakcie pracy przestał mi się podobać wzór, który jakoś nie pasuje do wybranego przez nią, ulubionego ostatnio, koloru fioletowego. Nie pokażę więc ani kawałka robótki bo i tak idzie do sprucia :-). Kupię jaśniejszą wełenkę i zrobię po swojemu a fiolet przerobię na coś ażurowego. Mam nadzieję, że uda mi się to jeszcze w czasie tych wakacji.


Wzór dość prosty i po jednym powtórzeniu robiłam z głowy. Wyszło 35 dag bawełny Altin Basak miya (125m/50g) szydełko 3,5. Wyrób się spodobał i już mam zamówienie od teściowej na taki sam.
Aktualnie próbuję zrobić bolerko dla córki i już nawet zaczęłam ale jakoś w trakcie pracy przestał mi się podobać wzór, który jakoś nie pasuje do wybranego przez nią, ulubionego ostatnio, koloru fioletowego. Nie pokażę więc ani kawałka robótki bo i tak idzie do sprucia :-). Kupię jaśniejszą wełenkę i zrobię po swojemu a fiolet przerobię na coś ażurowego. Mam nadzieję, że uda mi się to jeszcze w czasie tych wakacji.
niedziela, 4 lipca 2010
Myślał indyk o niedzieli a w sobotę łeb mu...
Planowanie w moim wypadku mija się z celem. Po kiepskim finansowo początku roku nie planowałam żadnego wielkiego wakacyjnego wyjazdu, nie było za co i raczej małe były perspektywy na nagłe wzbogacenie się (jakoś nie wychodzą mi te 6-tki w LOTTO). Chciałam jedynie zabrać dzieci na kilka dni do mojego rodzinnego miasta w odwiedziny do mojego taty, który tam mieszka. Ojciec wziął urlop i jutro miałam wysiadać na dworcu we Włocławku. Tymczasem moje dzieci, zgodnie zresztą z czarnym scenariuszem pochorowały się koncertowo. Najpierw Ala złapała jakieś paskudne przeziębienie, zakończone antybiotykiem, później tradycyjnie już Piotruś zaczął pokasływać. Myślałam, że jak zawsze dostanie zapalenia oskrzeli tymczasem on kaszle a dodatkową atrakcją są wymioty po każdym posiłku :(. Na szczęście "nic" poza tym nie wskazuje na poważną chorobę, może normalnie pić i nie zwraca mleka, które stało się głównym jego posiłkiem, nie ma gorączki i normalnie się bawi. W piątek wieczorem byłam z nim u lekarza, na tzw. pomocy doraźnej, gdzie lekarka nic na dobrą sprawę nie stwierdziła. Jutro czeka mnie wizyta u naszego pediatry.
Atrakcje nocne zapewniła mi za to Alicja, która najpierw zwymiotowała w łóżku u siebie a potem nie zdążyłam i moje łóżko również zaliczyło zmianę pościeli a podłogi w kilku pomieszczeniach mycie, dodam że była godzina 1 w nocy. Takie atrakcje powtórzyły się jeszcze kilka razy w ciągu tej nocy no i trwają nadal. U Ali "zadziałały"najpewniej czereśnie, bo objawy zupełnie inne niż u Piotra.
I tak właśnie zakończył się mój zaplanowany wyjazd do Włocławka. Nic to, jak wyzdrowieją będziemy chodzić na basen, jest jeden w pobliżu, potrzebny nam tylko tatuś, który za tydzień zaczyna urlop i zjedzie z Kielc do Poznania.
Mam nadzieję, że teść da radę podjechać dzisiaj do mnie aby zostać z Alą na chwilkę, ja muszę przecież oddać swój głos na "właściwego" kandydata.
Atrakcje nocne zapewniła mi za to Alicja, która najpierw zwymiotowała w łóżku u siebie a potem nie zdążyłam i moje łóżko również zaliczyło zmianę pościeli a podłogi w kilku pomieszczeniach mycie, dodam że była godzina 1 w nocy. Takie atrakcje powtórzyły się jeszcze kilka razy w ciągu tej nocy no i trwają nadal. U Ali "zadziałały"najpewniej czereśnie, bo objawy zupełnie inne niż u Piotra.
I tak właśnie zakończył się mój zaplanowany wyjazd do Włocławka. Nic to, jak wyzdrowieją będziemy chodzić na basen, jest jeden w pobliżu, potrzebny nam tylko tatuś, który za tydzień zaczyna urlop i zjedzie z Kielc do Poznania.
Mam nadzieję, że teść da radę podjechać dzisiaj do mnie aby zostać z Alą na chwilkę, ja muszę przecież oddać swój głos na "właściwego" kandydata.
piątek, 25 czerwca 2010
Też tak myślę
Zgadzam się z wierszem zapisanym na tej stronie: "http://fiubzdziuu.blogspot.com/2010/06/politykujac.html">
wtorek, 22 czerwca 2010
Słaba średnia
Kiedy zaczynałam pisać bloga miałam wielką nadzieję, że będę robić wpisy w miarę regularnie i często, przecież tak wiele mam do powiedzenia całemu światu :-). A tymczasem mam średnio dwa wpisy miesięcznie a wszystko dlatego, że doba ma 24 godziny i za nic nie chce się wydłużyć. Niby nie pracuję zawodowo i siedzę w domu z młodszym dzieckiem więc teoretycznie czasu mam całe mnóstwo ale każda matka wie, że jeden dwulatek (prawie) i jeszcze jedna sześciolatka (prawie) są pożeraczami maminego czasu wolnego (w praktyce oznacza to, ze czasu takiego nie mam wcale). Pozostają mi wieczory/noce ale tylko teoretycznie, kryzys (który podobno nie dotknął Polski zbyt mocno ?) zagonił mnie do pracy i wieczory poświęcam na robienie kolczyków, naszyjników, bransolet i zawieszek w ilościach iście hurtowych. Dlatego właśnie wydzierganie jednej serwetki zajmuje mi prawie miesiąc a czasu na zrobienie bluzki na drutach czy szydełku nie mam wcale. Błogosławię tego, który wymyślił audiobooki, dzięki czemu mogę "czytać" i dłubać biżuterię jednocześnie. To moja kolejna bolączka, wcześniej czytałam po kilka książek miesięcznie teraz szkoda mówić :(. Jestem jednak pewna, że za jakiś czas wszystko wróci do normalności, mojej własnej oczywiście :-).
Dziękuję wszystkim, którzy mimo mojej małej aktywności odwiedzają mojego bloga i chwalą moje nieliczne prace. Ja zaglądam do Was regularnie i z wielką przyjemnością podziwiam Wasze prace.
Dziękuję wszystkim, którzy mimo mojej małej aktywności odwiedzają mojego bloga i chwalą moje nieliczne prace. Ja zaglądam do Was regularnie i z wielką przyjemnością podziwiam Wasze prace.
piątek, 4 czerwca 2010
Coś większego
Tytułowe coś większego to tylko kolejna serwetka, tyle że większa :-). Już widać taka moja karma, mam robić szydełkowe serwety, wszelkie robótki na drutach, mimo iż lubię druty, nie wychodzą mi, tzn. nie podoba mi się to co wychodzi :-. O ile oczywiście udaje mi się dokończyć dzieło heh. Tym razem zrobiłam serwetkę nie z bawełnianego kordonka jak zazwyczaj a z Korala 10. Sesja zdjęciowa plenerowa, nadal nie dorobiłam się stosownego stoliczka więc wykorzystałam zasoby teściów. W domu ciemno więc stoliczek z serwetką wylądował na trawniku przed domem. A co do serwetki sami oceńcie:-).


Jeśli chodzi o pracę na tej nitce to szło szybki i bez jakichkolwiek problemów muszę tylko przystosować się do jej ciężkości. Wydaje mi się jednak, ze chwilowo przestawię się na nową nitkę. Teraz robię coś mniejszego, coś, bo nie serwetka, będzie składało się z 9 połączonych elementów. Szybko się szydełkuje bo elementy te są bardzo małe a ja lubię, kiedy od razu widać efekty mojej pracy.
Jeśli chodzi o pracę na tej nitce to szło szybki i bez jakichkolwiek problemów muszę tylko przystosować się do jej ciężkości. Wydaje mi się jednak, ze chwilowo przestawię się na nową nitkę. Teraz robię coś mniejszego, coś, bo nie serwetka, będzie składało się z 9 połączonych elementów. Szybko się szydełkuje bo elementy te są bardzo małe a ja lubię, kiedy od razu widać efekty mojej pracy.
piątek, 14 maja 2010
Liściasta
Mieszkanie mam małe a dziecko ruchliwe i pomysłowe, zajęło mi więc troszkę czasu znalezienie bezpiecznego miejsca na zablokowanie kolejnej serwetki. Tylko cóż z tego, że serwetkę zrobiłam skoro brakuje mi stoliczka, na którym mogłabym ją pięknie pokazać nie wspomnę już o możliwości zrobienia porządnych fotek. Wszystkich wrażliwych proszę więc o wybaczenie, z kilkudziesięciu zdjęć, jakie wykonałam wybrałam "najlepsze".


A teraz dla porównania zdjęcie zrobione z lampą, na którym widać też, że nici były białe :-).

Teraz zachciało mi się narzutki na ramiona. Lato zapowiada się deszczowe a większość moich letnich bluzek nie ma rękawów, więc narzutka przyda się zdecydowanie. Ciekawe czy do lata uda mi się to maleństwo zrobić, mam pewnie obawy z tym związane :-).
A teraz dla porównania zdjęcie zrobione z lampą, na którym widać też, że nici były białe :-).
Teraz zachciało mi się narzutki na ramiona. Lato zapowiada się deszczowe a większość moich letnich bluzek nie ma rękawów, więc narzutka przyda się zdecydowanie. Ciekawe czy do lata uda mi się to maleństwo zrobić, mam pewnie obawy z tym związane :-).
czwartek, 13 maja 2010
A co mi tam :-)
Zapisałam się w długaśnej kolejce na candy blogowo - urodzinowe
http://vilemoo.blox.pl/2010/05/Brandowanie-Kandydowanie.html
http://vilemoo.blox.pl/2010/05/Brandowanie-Kandydowanie.html
czwartek, 6 maja 2010
Wiosno, gdzie jesteś ?
Pogoda w kratkę :-( jednego dnia spaceruję z Piotrem ubranym w sweterek a następnego zakładam Mu ciepłą kurtkę. Zarządzanie pogodowe nawaliło. Kiedy jest zimno chce mi się więcej jeść co zdecydowanie niekorzystnie wpływa nie tylko na moją figurę ale także na samopoczucie. Oby do lata.
Robi się, a właściwie zrobiła się tylko jeszcze nie została zablokowana, kolejna serwetka. Może czas zrobić coś większego ? Spodobało mi się kilka bluzeczek ażurowych, robionych szydełkiem, mam tylko jeden malutki problemik - brak czasu. No bo niby siedzę w domu, w sensie - nie pracuje zawodowo, ale siedzenie w domu nie oznacza leżenia plackiem na kanapie i przerzucania kanałów telewizyjnych. Wszyscy, którzy mają w domu małe (1,5 roczne) dziecię wiedzą o czym mowa (mam jeszcze drugie dziecię ale ono już rozumne i nie przeszkadza w dzierganiu). Wszelkie przejawy aktywności szydełkowo-drutowej z mojej strony kończą się przeogromnym zainteresowaniem ze strony mojego ciekawskiego syna. Gdyby jeszcze interesowała go tylko wełna ale nie, on najbardziej ciekawy jest właśnie drutów i szydełka. Więc wszelkie "prace ręczne" odkładam na wieczór, a wieczorem po całym dniu wzmożonej aktywności moich dzieci usypiam na siedząco i kończy się moje robótkowanie.
Poza tym biegam po lekarzach. U Piotra pulmonolog zdiagnozował astmę (może się pomylił?) wobec tego jest pod stałą opieką lekarza i stale bierze sterydy :-( natomiast Ala ma powiększony trzeci migdał, co ma wpływ na jej słuch i w związku z tym idziemy jutro na drugie badanie słuchu a w perspektywie mamy usunięcie migdała (lepsze to niż głuchota mojego dziecka). Czyli nie nudzę się. W tym wszystkim brakuje troszkę czasu na moje przyjemności, z których ostatnio pozostało mi czytanie innych blogów i oglądanie przepięknych prac, które są na nich prezentowane. Moja "dłubanina" przy tych arcydziełach pali się ze wstydu. Ale będę ćwiczyć i ćwiczyć i może coś z tego kiedyś wyjdzie przepięknego :-).
Czyli wszystko rozbija się o brak czasu, moze jak dzieci dorosną haha.
Robi się, a właściwie zrobiła się tylko jeszcze nie została zablokowana, kolejna serwetka. Może czas zrobić coś większego ? Spodobało mi się kilka bluzeczek ażurowych, robionych szydełkiem, mam tylko jeden malutki problemik - brak czasu. No bo niby siedzę w domu, w sensie - nie pracuje zawodowo, ale siedzenie w domu nie oznacza leżenia plackiem na kanapie i przerzucania kanałów telewizyjnych. Wszyscy, którzy mają w domu małe (1,5 roczne) dziecię wiedzą o czym mowa (mam jeszcze drugie dziecię ale ono już rozumne i nie przeszkadza w dzierganiu). Wszelkie przejawy aktywności szydełkowo-drutowej z mojej strony kończą się przeogromnym zainteresowaniem ze strony mojego ciekawskiego syna. Gdyby jeszcze interesowała go tylko wełna ale nie, on najbardziej ciekawy jest właśnie drutów i szydełka. Więc wszelkie "prace ręczne" odkładam na wieczór, a wieczorem po całym dniu wzmożonej aktywności moich dzieci usypiam na siedząco i kończy się moje robótkowanie.
Poza tym biegam po lekarzach. U Piotra pulmonolog zdiagnozował astmę (może się pomylił?) wobec tego jest pod stałą opieką lekarza i stale bierze sterydy :-( natomiast Ala ma powiększony trzeci migdał, co ma wpływ na jej słuch i w związku z tym idziemy jutro na drugie badanie słuchu a w perspektywie mamy usunięcie migdała (lepsze to niż głuchota mojego dziecka). Czyli nie nudzę się. W tym wszystkim brakuje troszkę czasu na moje przyjemności, z których ostatnio pozostało mi czytanie innych blogów i oglądanie przepięknych prac, które są na nich prezentowane. Moja "dłubanina" przy tych arcydziełach pali się ze wstydu. Ale będę ćwiczyć i ćwiczyć i może coś z tego kiedyś wyjdzie przepięknego :-).
Czyli wszystko rozbija się o brak czasu, moze jak dzieci dorosną haha.
piątek, 23 kwietnia 2010
Szydełkowe drobiazgi.
Sporo czasu upłynęło od ostatniego wpisu ale tzw. życie codzienne pochłania sporo czasu i często brakuje go już na drobne przyjemności. Niemniej jednak udało mi się w tym zabieganym okresie zrobić kilka drobiazgów na szydełku. Generalnie dochodzę do wniosku, że małe formy bardziej mi odpowiadają, efekt widać od razu i nie mam problemów z rozmiarem (zrobiłam kilka sweterków dla córki i wszystkie czekają aż do nich dorośnie).

Delikatny wzór, serwetka "zrobiła się" błyskawicznie. Obok stoi fasolka z imieniem, którą dostała do wyhodowania moja córcia. Kolejna serwetka była już troszkę bardziej pracochłonna ale wzór był prosty i tez nie zajęła mi wiele czasu, praktycznie dwie drzemki Piotrusia.

I ostatnie do pokazania dzieło :-) a właściwie cztery dzieła, bo to komplet serwetek pod filiżankę, która stoi tylko jako ozdoba, bo dwie kawki zdążyłam już wypić a trzecia byłaby przesadą, nawet wypita w tak szczytnym celu.
Dzisiaj moje urodziny :-) 35 latek, to zobowiązuje, tylko jeszcze nie wiem do czego, może do większej powagi ... a może nie :-).
Delikatny wzór, serwetka "zrobiła się" błyskawicznie. Obok stoi fasolka z imieniem, którą dostała do wyhodowania moja córcia. Kolejna serwetka była już troszkę bardziej pracochłonna ale wzór był prosty i tez nie zajęła mi wiele czasu, praktycznie dwie drzemki Piotrusia.
I ostatnie do pokazania dzieło :-) a właściwie cztery dzieła, bo to komplet serwetek pod filiżankę, która stoi tylko jako ozdoba, bo dwie kawki zdążyłam już wypić a trzecia byłaby przesadą, nawet wypita w tak szczytnym celu.
Dzisiaj moje urodziny :-) 35 latek, to zobowiązuje, tylko jeszcze nie wiem do czego, może do większej powagi ... a może nie :-).
sobota, 10 kwietnia 2010
czwartek, 1 kwietnia 2010
Zajączek
Wielkanoc nadchodzi wielkimi krokami :-)a wiosna już jest i bardzo mnie to cieszy. Zdecydowanie jestem typem wiosenno - letnim, odżywam na wiosnę, razem z roślinkami budzę się do życia, wszystko mi się chce, nawet wstawanie o świcie mnie nie denerwuje a i problemy wydają się mniejsze. Tak już mam.
Córka w przedszkolu hurtowo produkuje świąteczne ozdoby, koszyczki, baranki, króliczki i co tam jeszcze wyobraźnia podpowie i znosi to do domu, w którym brakuje już miejsca dla nas, ludzi :-).
Wiosenny deszczyk przestał padać więc pora umyć okna, które czekały w stanie nienaruszonym (czytaj: brudne jak święta ziemia) od czasu naszego powrotu z Kielc, czyli równy miesiąc. Uznałam po przeprowadzce, że skoro i tak niedługo czekają mnie porządki Wielkanocne to po co mam się wyrywać z wcześniejszym ich myciem. Prawda, że właściwe mam podejście :-).
Zrobiłam fotki serwecie, która bardzo wolno powiększa się o kolejne elementy i pewnie gdzieś koło Świąt Bożego Narodzenia dotrze do końca.

Fota jest fatalna, nie udało mi się ująć całej serwety w kadrze z powodu niewłaściwego obiektywu. Ten właściwy leży w pokoju, w którym właśnie śpi Piotruś i uznałam, że chwila ciszy jest ważniejsza niż dobra fota :-). Niemniej jednak obrus rośnie a kiedy już urośnie duży i dokonam wszelkich prac wykończeniowych zostanie zaprezentowany na stole, tudzież ławie :-.
Robi się też żółciutki sweter dla Ali, jestem na etapie rękawów, chwilowo odrywają mnie od pracy porządki domowe ale mam nadzieję, że jak przysiądę to szybko go skończę.
A tytułowy zajączek, to zwyczaj dawania prezentów na Wielkanoc, który panuje tutaj w Poznaniu a w Kielcach był całkowicie nieznany. Co "kraj" to obyczaj :-).
Córka w przedszkolu hurtowo produkuje świąteczne ozdoby, koszyczki, baranki, króliczki i co tam jeszcze wyobraźnia podpowie i znosi to do domu, w którym brakuje już miejsca dla nas, ludzi :-).
Wiosenny deszczyk przestał padać więc pora umyć okna, które czekały w stanie nienaruszonym (czytaj: brudne jak święta ziemia) od czasu naszego powrotu z Kielc, czyli równy miesiąc. Uznałam po przeprowadzce, że skoro i tak niedługo czekają mnie porządki Wielkanocne to po co mam się wyrywać z wcześniejszym ich myciem. Prawda, że właściwe mam podejście :-).
Zrobiłam fotki serwecie, która bardzo wolno powiększa się o kolejne elementy i pewnie gdzieś koło Świąt Bożego Narodzenia dotrze do końca.
Fota jest fatalna, nie udało mi się ująć całej serwety w kadrze z powodu niewłaściwego obiektywu. Ten właściwy leży w pokoju, w którym właśnie śpi Piotruś i uznałam, że chwila ciszy jest ważniejsza niż dobra fota :-). Niemniej jednak obrus rośnie a kiedy już urośnie duży i dokonam wszelkich prac wykończeniowych zostanie zaprezentowany na stole, tudzież ławie :-.
Robi się też żółciutki sweter dla Ali, jestem na etapie rękawów, chwilowo odrywają mnie od pracy porządki domowe ale mam nadzieję, że jak przysiądę to szybko go skończę.
A tytułowy zajączek, to zwyczaj dawania prezentów na Wielkanoc, który panuje tutaj w Poznaniu a w Kielcach był całkowicie nieznany. Co "kraj" to obyczaj :-).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
