Wiosna :-) długo na nią czekałam w tym roku. Wprawdzie temperatura nie jest jeszcze zbyt wysoka ale jest słońce i za to dzięki Ci Naturo.
W kategorii: rękodzieło - "robi się" kocyk dla maleństwa. Wybrałam pomarańczowy akryl Himalaya Mercan, wzór jest prosty, szydełkowy. Jak tylko skończę, co mam nadzieję stanie się niedługo to wrzucę fotki.
A tytułowe zmiany dotyczą mojego życia zawodowego, które zostało po długiej, trzyletniej przerwie wznowione. Pojawiła się ciekawa oferta, rozwojowa, której nie mogłam przegapić :-). Finansowo nie jest to eksplozja radości, i tak sporą część zarobionych pieniędzy "przejmie" opiekunka Piotra ale chyba na razie nie o finanse mi chodzi. Nawet nie przypuszczałam, że z taką radością podejmę się nowych obowiązków. chyba nie jestem typem matki, której do pełni szczęścia wystarcza dom i dzieci. Nie mówię tutaj o rozwijaniu zawrotnej kariery zawodowej ale potrzebowałam już odskoczni od domowych obowiązków.
A ponieważ nie wszystko się zmienia to Piotruś i Ala postanowili przywitać wiosnę przeziębieniami i o ile córka pochorowała tylko trzy dni to Młody wylądował na antybiotyku i pojawiła się, nie widziana u Niego od baaardzo długiego czasu gorączka. Taki "lajf" jak mówią :-).
No i przypomniałam sobie, że psy na wiosnę obłażą z sierści, heh, z tego co gubi Figa mogłabym poduszki robić. Dodatkowo traci ona jeszcze szczenięcy puszek więc zbierania jest więcej. Nic to, przeżyjemy, chociaż nie wiem jak długo mąż zniesie otrzepywanie psich kłaków z koszul świeżo zdjętych z suszarki.
Pozdrawiam bardzo cieplutko
środa, 23 marca 2011
sobota, 19 lutego 2011
Ocieplacze czy zarękawki?
Nie wiem jak je nazwać ważne, że jest w nich ciepło. Zima nie odpuszcza a moja córcia nie lubi nosić rękawiczek, postanowiłam więc uchronić przed odmrożeniem choć część dłoni mojego dziecka i zrobiłam z resztek dwóch włoczek ocieplacze na dłonie:-).Przy moim tempie pracy obawiałam się czy zdążę do końca mrozów ale na szczęście udało się. Proszę bardzo:

Zdjęcie robione z lampą. Zwykły ściągacz 2 o.p. i 2 o.l. później zwiększyłam liczbę oczek lewych i ocieplacz jest szerszy na górze. A teraz właściwe kolory:

Modelka nie miała ochoty pozować samymi rękami więc lepszych zdjęć nie będzie.
Teraz na drutach mam letnią bluzeczkę dla córki, to w ramach wykańczania zalegających motków, tym razem padło na białą bawełnę. Nie wiem czy biel to kolor dla Ali ale spróbujemy. W ostateczności będzie to jednorazowe wyjście :-).
Do zobaczenia
Zdjęcie robione z lampą. Zwykły ściągacz 2 o.p. i 2 o.l. później zwiększyłam liczbę oczek lewych i ocieplacz jest szerszy na górze. A teraz właściwe kolory:
Modelka nie miała ochoty pozować samymi rękami więc lepszych zdjęć nie będzie.
Teraz na drutach mam letnią bluzeczkę dla córki, to w ramach wykańczania zalegających motków, tym razem padło na białą bawełnę. Nie wiem czy biel to kolor dla Ali ale spróbujemy. W ostateczności będzie to jednorazowe wyjście :-).
Do zobaczenia
sobota, 5 lutego 2011
Dawno mnie nie było,
a jednak ktoś odwiedzał mojego bloga. Jestem mile zaskoczona. Skąd to zaniedbanie? Z życia. Nie miałam czasu dziergać, zajmowałam się zwyczajnymi, domowymi obowiązkami, które tak mnie absorbowały, że nie miałam już ochoty dzielić się swoim życiem z innymi. Za to bardzo chętnie podglądałam to co robili inni :-). Piękne. Uświadamia mi to jakie mam braki warsztatowe i jak brak mi talentu :-).
Mimo wszystko coś tam jednak zrobiłam. Pierwotnie miał to być prezent gwiazdkowy dla babci. Gwiazdkowy ! heh dobre sobie. Wczoraj skończyłam. Jeszcze nie wiem czy się podoba, nie rozmawiałam z babcią :-). A co popełniłam? Chustę. Robiona na szydełku z dawno temu kupionej Luny (30% moheru, 40% akrylu, 30% poliamidu), cieniutka i ulotna. Wzór Sandra extra nr 5/2010. A oto i ona:
zdjęcie z lewej robione bez lampy, pokazuje właściwe kolory wełny. To poniżej robione z lampą.

Wybaczcie prezentację marnej jakości ale mam tak mało miejsca w mieszkaniu, że wszelkie większe wytwory moich rąk nie dają się poprawnie pokazać.
Teraz mam w planach bolerko dla siebie, kocyk dla mojej przyszłe chrześnicy, która ma przyjść na świat w maju oraz sweterek, raczej lekki, dla mojej córki. W jakiej kolejności i kiedy powstaną te rzeczy pojęcia nie mam. Najpewniej pierwszy będzie kocyk, termin wyznaczony i niczego nie da się przesunąć :-).
Może zacznę pisać regularniej ?
Pozdrawiam.
Mimo wszystko coś tam jednak zrobiłam. Pierwotnie miał to być prezent gwiazdkowy dla babci. Gwiazdkowy ! heh dobre sobie. Wczoraj skończyłam. Jeszcze nie wiem czy się podoba, nie rozmawiałam z babcią :-). A co popełniłam? Chustę. Robiona na szydełku z dawno temu kupionej Luny (30% moheru, 40% akrylu, 30% poliamidu), cieniutka i ulotna. Wzór Sandra extra nr 5/2010. A oto i ona:
Wybaczcie prezentację marnej jakości ale mam tak mało miejsca w mieszkaniu, że wszelkie większe wytwory moich rąk nie dają się poprawnie pokazać.
Teraz mam w planach bolerko dla siebie, kocyk dla mojej przyszłe chrześnicy, która ma przyjść na świat w maju oraz sweterek, raczej lekki, dla mojej córki. W jakiej kolejności i kiedy powstaną te rzeczy pojęcia nie mam. Najpewniej pierwszy będzie kocyk, termin wyznaczony i niczego nie da się przesunąć :-).
Może zacznę pisać regularniej ?
Pozdrawiam.
poniedziałek, 15 listopada 2010
Figa i serwetki
W moim domu pojawił się nowy domownik. Nazywa się Figa, jest labradorem i ma prawie 3 miesiące co oznacza, że mam trzecie dziecko pod opieką. Jest u nas dopiero 4 dni więc na razie wszyscy oswajamy się ze sobą i uczymy co nam wolno a czego nie (np. Piotruś, nie wiadomo dlaczego, uważa, że na piesku można jeździć i od pierwszego dnia próbuje ją dosiąść czemu i pies i ja stanowczo mówimy nie ) .
A teraz może pokażę kilka serwetek, które udało mi się zrobić i uwiecznić. Coś tam dłubię ale niestety są to same drobiazgi, które powstają w ramach odsapnięcia od domowych obowiązków. Fotki mało wymyślne bo sunia plątała się po mieszkaniu i "straszyła" dzieci :-).
Zimowa gwiazdka. Prosta, mała i szybka w wykonaniu.
Dwie serwetki "w kwadracie"" dla przełamania monotonii :-). W obu są łączone elementy.
Na zakończenie największa z moich ostatnich serwetek. Ta podoba mi się najbardziej.
piątek, 12 listopada 2010
Candy u Lacrimy
http://zamotanalacrima.blogspot.com/2010/11/candy-razy-3_11.html
Pod powyższym linkiem mała słodycz dla lubiących dostawać wełniane prezenty a na blogu niespodzianki i dla zwolenników innych "prac ręcznych".
Oczywista rzecz, że polecam tego bloga dla samej jego zawartości a nie tylko ze względu na ogłoszone candy. Warto tam zaglądać :-)
poniedziałek, 27 września 2010
Zagubiona w codzienności
Baaardzo długo mnie nie było albo raczej bardzo długo nie napisałam ani słowa na moim blogu. Za każdym razem, kiedy odwiedzałam moje ulubione miejsca w sieci już, już miałam zabrać się za pisanie ale zawsze "coś" mi przeszkadzało. Tym "czymś" były najczęściej dzieci, mąż przebywający w domu na urlopie a w końcu zły nastrój.
Jakoś szybko złapałam jesienną depresję, no może słowo "depresja" to za dużo powiedziane, nazwijmy to jesienną chandrą. Generalnie nic mi się nie chce.
Rano pobudka o 6.00 i co, ciemno :-(. Szybka kawa i budzenie dzieci, oczywiście najczęściej Piotr już nie śpi i rozrabia w czasie kiedy ja się ubieram i doprowadzam do ładu po nocy. O 7.00 wstaje Ala, która doprowadza mnie do szaleństwa tempem ubierania, założenie jednej skarpetki zajmuje jej 5 minut i to nie z powodu braku tej przydatnej umiejętności ale dlatego, że namiętnie ogląda bajki na TVN Style. Pewnie mogłabym ubrać ją sama ale wychodzę z założenia, że 6-cio latka powinna ubierać się samodzielnie. Mogłabym też wyłączyć telewizor ale po kilku testach zauważyłam, że wtedy traci jeszcze więcej czasu na ubieranie, bo bawi się z Piotrem.
Kiedy już ten proces mamy za sobą, ja w międzyczasie ubieram Piotra i siebie, możemy wreszcie wyjść do przedszkola, w którym Ala jest do 16.00, a ja z Piotrem wracamy do domu.
Niestety, od dłuższego czasu w Poznaniu króluje deszcz, bywają dni słoneczne ale mam wrażenie, że jest ich decydowanie mniej. A skoro pada to siedzimy z Młodym w domku i synuś wariuje a ja wraz z nim. Wszelkie próby zainteresowania dwulatka czymkolwiek dłużej niż 10 minut kończą się niepowodzeniem, zabaw trzeba wymyślać setki a i tak najfajniejsze jest tłuczenie garami i wywalanie zabawek z pudełek i to ze wszystkich na raz. Dopiero wtedy, kiedy brnie się przez stosy samochodzików i klocków, co chwila się potykając, jest fajnie. I w takich momentach nawet mama nie jest potrzebna.
Oczywiście moje młodsze dziecko uznało, że już nie potrzebuje popołudniowej drzemki i nie daje mamie odpocząć od siebie aż do wieczora.
Po 16.00 mam już dzieci w komplecie i wtedy czasami bawią się razem, ale są to krótkie chwile.
Kiedy w ciągu dnia mam chwilę dla siebie ? nigdy. No może przesadzam, raz w miesiącu mąż jest w domu i wtedy mogę wyjść i spotkać się z przyjaciółkami.
Jaki z tego wniosek? Otóż sytuacja, kiedy małżonek pracuje i mieszka kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania rodziny jest do bani, żeby nie użyć bardziej dosadnego zwrotu.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze sytuacja na rynku pracy, bo owszem chciałabym pójść do pracy. Miałam nadzieję, że będę mogła robić to, co robiłam przed druga ciążą, mianowicie byłam sekretarką i mam nadzieję, że dobrą sekretarką. Tymczasem teraz pracodawcy wymagają od sekretarki aby była jednocześnie tłumaczem przysięgłym i kierowcą, nie wspominając o pełnej dyspozycyjności i marnym wynagrodzeniu jakie oferują. Rozpoczęłam więc poszukiwania pracy w tzw. budżetówce wychodząc z założenia, że w tejże wymagania będą nieco skromniejsze. Miałam rację. Niestety wraz ze spadkiem wymagań na łeb poleciały również możliwe do zarobienia pieniądze. Zaoferowano mi 1100 zł na rękę co po odliczeniu pensji dla opiekunki dla Piotra oraz biletów umożliwiających dojazd dałoby mi 0 zł dochodu. Nic tylko biegiem do pracy.
Sami więc widzicie, ze można nie mieć ochoty na nic..
Może uda mi się ładnie wykrochmalić to co przez te kilka tygodni wydziergałam na szydełku ( a nie ma tego wiele) i pokazać w następnym poście.
Do zobaczenia i poczytania.
niedziela, 18 lipca 2010
Nareszcie nie serweta
Nie wiem jak mi się to udało ale udało się. Zrobiłam dla siebie sweterek, szydełkiem i miałam go już na sobie, bo nastąpiła przerwa w upałach. Proszę oto ja i mój sweterek.


Wzór dość prosty i po jednym powtórzeniu robiłam z głowy. Wyszło 35 dag bawełny Altin Basak miya (125m/50g) szydełko 3,5. Wyrób się spodobał i już mam zamówienie od teściowej na taki sam.
Aktualnie próbuję zrobić bolerko dla córki i już nawet zaczęłam ale jakoś w trakcie pracy przestał mi się podobać wzór, który jakoś nie pasuje do wybranego przez nią, ulubionego ostatnio, koloru fioletowego. Nie pokażę więc ani kawałka robótki bo i tak idzie do sprucia :-). Kupię jaśniejszą wełenkę i zrobię po swojemu a fiolet przerobię na coś ażurowego. Mam nadzieję, że uda mi się to jeszcze w czasie tych wakacji.


Wzór dość prosty i po jednym powtórzeniu robiłam z głowy. Wyszło 35 dag bawełny Altin Basak miya (125m/50g) szydełko 3,5. Wyrób się spodobał i już mam zamówienie od teściowej na taki sam.
Aktualnie próbuję zrobić bolerko dla córki i już nawet zaczęłam ale jakoś w trakcie pracy przestał mi się podobać wzór, który jakoś nie pasuje do wybranego przez nią, ulubionego ostatnio, koloru fioletowego. Nie pokażę więc ani kawałka robótki bo i tak idzie do sprucia :-). Kupię jaśniejszą wełenkę i zrobię po swojemu a fiolet przerobię na coś ażurowego. Mam nadzieję, że uda mi się to jeszcze w czasie tych wakacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)