środa, 24 marca 2010

Co się działo

No i wróciłam :-), nie z podróży ale z niebytu internetowego. W końcu, po trzech długaśnych tygodniach Netia podłączyła mi w poznańskim domku internet. Wydawałoby się, że przeniesienie łącza w tych czasach zajmie chwilkę a tymczasem mam wrażenie, że oni ciągnęli kable z Kielc do Poznania. No ale najważniejsze, że wreszcie im się udało.
Tak więc od 28 lutego znowu mieszkam w Poznaniu, co nie powiem, pomijając "drobne" niedogodności w postaci braku na miejscu męża, nawet mi się podoba. Chociaż nie wychowywałam się w tym mieście to teraz czuję się w nim jak w domu, znajome sklepy na osiedlu, znajome ulice a nawet przedszkole, do którego jakimś cudem udało mi się zapisać Alę i to w pierwszym dniu po przyjeździe. Moje dzieci nie byłyby moimi dziećmi gdyby nie przywitały nowego miejsca chorobami. Ala na wstępie antybiotyk zaraz po niej Piotr, któremu chorowanie tak się podoba, że robi to już trzeci tydzień :-(.
Jestem ciekawa czy diagnozowanie i leczenie małych dzieci tylko u nas przebiega z takimi problemami, czy może ja trafiam na lekarzy, którym się nie chce. A może rzeczywiście nie można stwierdzić dlaczego dziecko choruje ? Nie znam się na tym, nie moja branża niestety.
W związku z chorobą Piotra poszukiwanie pracy bardzo kuleje, no bo jaki pracodawca zatrudni mnie w momencie, w którym pierwszego dnia pracy będę brała opiekę na dziecko ? Może jakaś rozsądna praca w domu? Tylko jak pracować z maluchem wymagającym nieustannej uwagi?
Ale się rozpisałam. W międzyczasie oczywiście coś tam się dzierga i może się wreszcie coś skończy. Na razie ochoty na kończenie brak.

środa, 17 marca 2010

Odcięta od świata

Od czasu przeprowadzki do Poznania, tzn. od 28 lutego nie mam w domu internetu :( straszne.
Netia twierdzi, ze przeniesienie łącza może potrwać nawet do końca miesiąca. XXI wiek :(.

wtorek, 23 lutego 2010

Przeprowadzka

I znowu w moim życiu nadszedł czas na zmianę miejsca zamieszkania. Tym razem wracam do własnego, a nie kolejnego wynajmowanego, mieszkanka. Wracam do Poznania. Decyzję podjęliśmy z dnia na dzień, choć rozmawialiśmy o tym od miesiąca. W Kielcach mieszkałam "tylko" ze względu na to, że tutaj mój mąż pracuje. I pewnie byłoby tak dalej gdyby nie fakt, że nasze mieszkanie w Poznaniu nie może "znaleźć" nowych lokatorów, poprzedni wyprowadzili się w grudniu. Utrzymywanie dwóch domów, wliczając w to kredyt hipoteczny płacony za mieszkanie poznańskie, wyczerpało nasze mozolnie gromadzone oszczędności (nie było ich zbyt wiele). Jedynym rozsądnym wyjściem jest powrót do Poznania, na razie mój i dzieci a z czasem męża.
Ma to dobre strony, Ala pójdzie do zerówki już w Poznaniu a i mi będzie łatwiej znaleźć tam pracę, kiedy Piotruś podrośnie. No i poza wszystkim tam mamy rodzinę, są dziadkowie, siostry, wujowie :-) w Kielcach byliśmy zupełnie sami. Bywa to potwornie uciążliwe, zwłaszcza kiedy ma się dwójkę dzieci.
Tak więc w niedzielę przeprowadzka (kiedy podejmę decyzję realizacja następuje natychmiast).
Muszę tylko na szybko zorganizować sobie jakiś internet :-).

niedziela, 21 lutego 2010

Candy

U Vivictorii do wygrania ruda włóczka. Postanowiłam spróbować, może się uda coś wygrać pierwszy raz w życiu :-)

http://baglady.blox.pl/2010/02/WELNA-I-REKLAMA.html?commented=1

piątek, 19 lutego 2010

Będzie malarką :-)

Moja córka ma dylemat, nie wie, czy ma być w przyszłości malarką, piosenkarką czy fotografką :-). Wie na pewno, że ma jakiś talent. A to próbka.

Skoro nie zamieszczam swoich prac na blogu to muszę pokazać pracę córki :-).
Na rysunku jest nasza rodzina, ja, mąż, Ala i Piotruś. Chłopaki mają na głowach kapelusze bo Ala nie umie rysować włosów u chłopców.
Raczej nie wstawię pliku z jej śpiewem, wychodzi na razie głośno i poza melodią ;-).

czwartek, 18 lutego 2010

Sen zimowy?

Zima jest piękna ale dla mnie osobiście trwa już zbyt długo. Brak słońca bardzo mi dokucza co przejawia się w tym, ze zasypiam zaraz po przeczytaniu bajki Alicji, czyli o godzinie 20. Robótki leżą :-(, już nie mówię o serwecie, przy niej wiedziałam, że potrwa to jakiś czas ale zabrałam się za delikatny szal dla mojej teściowej i miałam nadzieję, że założy go jeszcze tej zimy ale w tym tempie to dostanie go koło sierpnia. Tak na marginesie, po raz pierwszy dziergam na drutach cokolwiek na tak delikatnej włóczce, cieniutkie to to, z włoskiem, szal będzie jak pajęczynka. No ale nie ma się co przechwalać bo na razie to mam początek.
Dodatkową atrakcją jest Ala, która siedzi w domu. Zdrowa jest na szczęście ale w przedszkolu panuje grypa jelitowa i wolę, żeby posiedziała ze mną i Piotrusiem, niż zaraziła się i jeszcze przyniosła to do domu.

wtorek, 16 lutego 2010

Lepiej

Po kilku tygodniach choroby w domu powoli wychodzimy na prostą. Najpierw Ala z ospą i jednocześnie Piotrek z zapaleniem oskrzeli, po tygodniu Piotr z ospą a Ala ze strasznym kaszlem i natychmiast Piotrek wchodzi w kolejne zapalenie oskrzeli i potworne duszności z zagrożeniem szpitalem. Teraz na szczęście Ala już zdrowa a Młody z resztkami ospy i ustępującym powolutku zapaleniem oskrzeli. Od tygodnia bierze antybiotyk, inhalacje z Ventolinu i na stałe Flixotide. W perspektywie astma ale na razie nikt nie potrafi/ nie chce zdiagnozować go dokładnie. Poza wszystkim lekarze to osobna historia, dwie Panie Doktor i totalnie inne zalecenia przy ospie: pediatra mówi nie kąpać i nie moczyć, w szpitalu zakaźnym mówią kąpać i zmywać puder, którym smarujemy dziecko. Człowiek głupieje. Teraz będziemy składać wniosek o sanatorium dla dzieci , może ono poprawi ich odporność, oczywiście o ile zostanie nam przyznane.
Najważniejsze, że Piotruś może już swobodnie oddychać.